- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje

Nie od dziś wiemy, że każde wydarzenie sportowe niesie za sobą wiele emocji, które zakorzeniają się głęboko w nas, stając się później wspomnieniem. Oczywiście kibice Atletico Madryt i AS Monaco nie powinni od razu rzucać się z klifu, bo ich drużyny przegrały pierwsze mecze. Wspólnie ze współautorką tekstu alarmujemy, jest jeszcze rewanż.
Santiago Bernabeu!
Nie ma co ukrywać, że na takie spotkanie czekało miliony osób. ,,Starcie najpotężniejszych madryckich klubów'' to najczęstsza formułka, jaką wypowiadali dziennikarze przed samym rozpoczęciem.
I się zaczęło. Słowa Zidane (trenera Królewskich) o tym, że szanse obu drużyn są 50% na 50% w praktyce do niczego się nie zdały, bowiem już w 10 minucie Cristiano Ronaldo strzelił pierwszego nieostatniego gola w tym spotkaniu. Czy królewscy mogli spocząć na laurach i kontrolować bieg spotkania? Nic podobnego. Początek w wykonaniu Los Colchoneros był imponujący. Gracze Diego Simeone od pierwszego gwizdka ruszyli na Real, grając pressingiem i starając się odebrać piłkę już na jego połowie. Po stracie bramki goście cofnęli się i tylko od czasu do czasu byli w stanie zdziałać coś w ataku. W 16. minucie Oblak nie dopuścił do wyniku 2:0, broniąc strzał Raphaela Varane'a po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. A było ich tyle, ile razy Toni Kroos zaczesywał swą blond grzywę. Tylko brak skuteczności i szczęścia Luki Modricia, który uderzył z dystansu tuż przy słupku, oraz Benzemy, który nie wykorzystał kolejnej okazji, strzelając nad bramką ocalił Atleti przez stratą kolejnych bramek. W końcówce pierwszej połowy Dani Carvajal doznał urazu mięśnia dwugłowego uda. Piłkarz nie wyszedł na boisko po przerwie, zastąpił go Nacho.
W drugiej połowie goście próbowali coś zdziałać przy bramce Navasa, lecz nieskutecznie. Diego Simeone zainterweniował wprowadzając Fernando Torresa i Nico Gaitana na boisko. Mimo, że części kibicom podniosło się ciśnienie na widok Torresa, to ani on, an Nico w żaden sposób nie potrafili zagrozić Królewskim. W 73 minucie po asyście Karima Benzemy CR7 ponownie oddał strzał na bramkę, który zakończył się wynikiem 2:0.W 77 minucie na boisko wszedł Lucas Vázquez , który w 86 minucie asystował przy kolejnej, ostatniej bramce Cristiano Ronaldo w tym spotkaniu.
Mecz zakończył się wynikiem 3:0 na korzyść królewskich. Rewanż już 10 maja.
A teraz kilka informacji i ciekawostek odnośnie całego spotkania, jak i tego co działo się po nim:
· Benzema po raz kolejny nie błyszczał na boisku, a pomimo tego grał więcej niż Isco
· Vasquez jako ukryty bohater 3 bramki
· Po meczu CR7 przeszedł kontrolę antydopingową
· Koke: ,,Za każdym razem pokonują nas w Lidze Mistrzów.’’
· Zidane uspokaja rozszalałych z emocji dziennikarzy mówiąc ,,Jeszcze niczego nie wygraliśmy’’
· Brak czerwonej kartki
· Nie da się nie kochać Antoine Grezmanna
· CR7 strzelił dla Realu już 400 goli

english.ahram.org.eg
Wieloletnie doświadczenie górą!
Teraz przejdę do półfinału, który odbył się w środowy wieczór. Pierwszy gwizdek na stadionie Ludwika II rozbrzmiał o 20:45. Sędzią tego spotkania był arbiter pochodzenia hiszpańskiego, który nie oszczędzał żadnej ze stron. Od samego początku monakijska drużyna ruszyła do prężnego ataku, jednak za każdym razem Juve znajdowało zdecydowaną odpowiedź na działania przeciwnika. W pewnym momencie zespół z Turynu nieco odpuścił, a AS Monaco definitywnie zaczęło przeważać w meczu. Nadszedł okres ich chwilowej świetności. Koledzy Kamila Glika próbowali oddawać strzały głową, ,,bić’’ jak najlepsze rzuty rożne, stosować skuteczny pressing, jednak nic nie doprowadziło teamu do zdobycia bramki.
Dopiero w 25 minucie Juventus złapał oddech, poprzez wykonywanie rzutu wolnego. Wykończenie wspomnianego stałego fragmentu było dość marne, ale dało zawodnikom nieco dodatkowej energii. Szanse były jednak zaprzepaszczane. Aż nagle… W pole karne wpadł Dani Alves, który kątem oka dostrzegł kolegę z drużyny. Nie mając zbyt wielu opcji odegrał piłkę piętą! Ku zdziwieniu wielu kibiców podanie było bardzo trafne, a nadarzającą się w 29 minucie okazję wykorzystał Gonzalo Higuain! Świetna asysta, poprawnie strzelony gol. Wszystko dopracowane, jak w najdokładniejszym podręczniku!
Do końca pierwszej połowy poza nieudolnymi próbami wyjścia z kontratakiem przez Monaco, faulem Fabinho na Dybali i jego chybionym strzale, podejrzeniu o użyciu ręki przez jednego z graczy Juve, nic ciekawego nie miało już miejsca.
Można rzec, że monakijski team wszedł w drugą połowę, jak wszystkie piłki Benzemy posyłane w kierunku bramki Atletico. Niby groźnie, niby szybko, ale jednak nieskutecznie. W 47 minucie Falcao podjął próbę oddania strzału na ,,świątynie’’ Gigiego Buffona. Monakijczycy znów zaczęli prezentować swoją świeżość. Okazało się, że Mbappe ma nieco zadatków na dobrego aktora. Co prawda, może Dani Alves niezbyt przyjaźnie ,,obsłużył’’ wspomnianego piłkarza, ale więcej w tym było wyćwiczonej symulki niż słusznej winy gracza Juve.
Już po chwili jeden z kolegów naszego rodaka nieco się zagapił. Na całe szczęście kibiców z Monako, cały błąd zakończył się strzałem Marchisio obronionym przez Subasica. Niedługo po swojej okazji strzelec niewyborowy otrzymał żółtą kartkę za faul na przeciwniku. Po tej sytuacji nie zrobiło się jednak goręcej.
Bakayoko pogubił się na własnej połowie, a przy nim uważnie czuwał Paulo Dybala. Argentyńczyk szybko wypatrzył Daniego Alvesa, który ponownie wykonał idealną wrzutkę wprost na nogę Gonzalo Higuaina. Nie było mowy o zmarnowaniu takiej szansy (No chyba, że Higuain zmieniłby imię na Thomas i nazwisko na Muller, to może…). W 59 minucie wynik zmienił się na 2:0 i wraz z tą chwilą gracze AS Monaco zaczęli błądzić we mgle jak dzieci bez opiekuna. Trener zauważył znaczną zmianę mentalności w jego drużynie i szybko dokonał podwójnej zmiany. Moutinho wszedł za Bakayoko, a Germain za Lemara.
Przez chwilę nowi zawodnicy musieli się wczuć w grę, a tymczasem Paulo Dybala popisywał się wymierzonymi co do milimetra podaniami. W końcu Falcao przejął piłkę, Chiellini był czujny, lecz w nieprzepisowy sposób powstrzymał rywala i mógł przez krótką chwilę podziwiać żółty kartonik, skierowany w jego stronę.
Gra nieco się uspokoiła, piłkarze Juventusu poczuli się jak na treningu i zaczęli się świetnie bawić kosztem przeciwnika, który jednak czuwał. Radamel F. mógł wyjść na genialną pozycję do strzału, jednak obrońcy klubu z Turynu rzucili się na niego w polu karnym, niczym wygłodniałe hieny na górę pożywienia.
Do końca meczu odkryłam jeszcze ukryty talent Falcao, który po raz drugi w jednym meczu użył zagrania ręką. Może ten pan pomylił dyscypliny? Miało miejsce kilka zmian po obu stronach, ale Juve do ostatniej sekundy zachowało Buffona (czyli w trzech słowach – zachowało czyste konto).

juventus.com
Rewanż będzie niezwykle emocjonujący. Jednak jeśli w kibicach i graczach AS Monaco będzie tyle wiary co pod koniec meczu, to mogę się podpisać pod stwierdzeniem, że Juve ma miejsce w finale. Mam jednak nadzieję na kolejne widowisko. Wraz z wszystkimi miłośnikami tego sportu czekam nie tylko na wtorek, ale również na środę. Klub Antka Griezmanna nie złoży tak łatwo broni i nie poda na tacy awansu Realowi. Zacięta walka – to co najbardziej kochamy w piłce nożnej!
Komentarze
Prześlij komentarz