Brazylijska telenowela to przy tym pikuś, czyli podsumowanie GP Azerbejdżanu

tytuł
foto: F1 on Twitter
F1 przenosi się prawie do Europy. Ogólnie rzecz biorąc to już do Europy, bo w sumie Azerbejdżan startuje na Eurowizji. Choć ostatnimi czasy, to tam już nawet Australia zawitała. Tak czy inaczej - czas na ściganie na ulicznym torze w Baku. Historia tych wyścigów jest stosunkowo młoda, gdyż to dopiero drugie GP. Czy przyniesie nam ono tyle samo emocji, co zasłużona Kanada? Zapraszam do lektury!

Jeszcze z takich emocji "okołoazerbejdżanowych", ku uciesze większości fanów F1, w sezonie 2018 wraca GP Niemiec. Nie powiem, to, że w tym roku go nie ma jest jeden wielki żart. Wiadomo, że dla Niemców motoryzacja jest jedną z największych miłości. Ten kraj wydał na świat takich mistrzów, jak Schumacher czy Vettel. Pozbawienie go Grand Prix Formuły F1 było, mówiąc dosadnie, głupotą. Cieszmy się, iż włodarze królowej motosportu naprawili błędy swoich poprzedników. Ale na bok bulwersy. Dla wielu kierowców są to pierwsze odwiedziny na torze w Baku. Choć niektórzy, jak Esteban Ocon uważają, że mają nawet szansę na podium. No cóż, na pewno nie zostanie niezauważony.
Esteban kombinezon
foto: Esteban Ocon on Instagram
Piątek:
27 stopni, słonecznie, praktycznie bezwietrznie, czyli idealne warunki ku temu, aby rozpocząć piątkowe sesje treningowe. Od razu można zauważyć, że mamy do czynienia z torem ulicznym, gdyż nie ma momentu, żeby ktoś otarł się, czy choćby przejechał na milimetry przy barierkach. Takie trochę jakby połączenie Kanady z Monako. Na początku sesji na czoło wysunął się biały bolid Saubera, za kierownicą którego zasiadał Felipe Massa.
sektory massa
foto: F1 on Twitter
Jak wiadomo, lata świetności w F1 ma on już za sobą, ale Felipe jest przecudownym człowiekiem i dajmy się mu nacieszyć choć takim prowadzeniem, bo niedługo potem na scenę wjechał Hamilton z czasem o prawie sekundę szybszym niż w ubiegłorocznym treningu w Baku. Emocje po potyczkach z Kanady Sergio Perez postanowił wyładować na swoim ogumieniu. Na szczęście dla niego stało się to w połowie sesji, gdy większość samochodów udała się do garaży. Do głosu zaczął dochodzić Verstappen, który stał się głównym konkurentem do zwycięstwa, zaraz obok Hamiltona. Na drodze stanął mu wspomniany wcześniej Perez, który zaliczył spotkanie pierwszego stopnia z barierami i wstrzymał całą zabawę.

Na zegarach w Azerbejdżanie już 17, czyli pora na drugi trening. Pojawiające się cienie drzew na torze chyba odrobinę zdekoncentrowały Kvyata, który blokuje koła i kręci piruety w zakręcie numer 15. Perez chyba nie wyniósł żadnej nauki ze swojej kolizji. (zdjęcie bliskie spotkanie z bandą) Na półmetku, na czoło ponownie wysunął się młody Holender. Ale czym by był uliczny tor bez masy kolizji i błędów? Danill Kvyat pozostawił po sobie sporą ilość gruzu w tym samym zakręcie, gdzie wcześniej bawił się w primabalerinę. Rosjanin vs. drzewa, 0:1. Długo nie było trzeba czekać na kolejną czerwoną flagę, której sprawcą bym tym razem Jolyon Palmer. Czy Wy też się zastanawiacie co by było, gdyby wsiadł on do Mercedesa Hamiltona? I oto ogłaszamy konkurs. Do wytypowania mamy, komu zepsuł się silnik po uprzątnięciu bałaganu. Poznajecie ten bolid i tego pana?

Fernando znowu
foto: F1 on Twitter
To już jest takie żałosne, że aż komiczne. Zbyt wiele pięknej walki, czy choćby jazdy na torze nie było, bo w ostatnich sekundach FP2, żywota dokonał pojazd Verstappena. Mimo to, to on okazał się ponownie najlepszy. 

Sobota:
Jeszcze przed kwalifikacjami, tradycyjny godzinny trening. Ja już sama nie wiem, kto jest większym pechowcem tego sezonu, Alonso czy Palmer. Kierowca Renault został zmuszony do zatrzymania swojego samochodu, w którym silnik stanął w płomieniach. Gaśnice poszły w ruch, Heikki strażak także się pojawił.

zdjęcie pożaru.jpg
foto: F1 on Twitter
Najlepszymi czasami wymieniali się Verstappen, Hamilton i Raikkonen. Vettel jakby kompletnie gdzieś zaginął, albo został jeszcze w Kanadzie. Ale nie na długo był spokój. Massa jeszcze jakoś cudem się uratował przed kolizją, jednak u Maxa zawiodły już czynniki natury technicznej. No cóż, wszystko zgasło i trzeba było zakończyć zmagania na teraz. Swoją drogą, gdyby nie te wszystkie dramaty, to postawa Holendra zasługuje na pochwałę, a to dobrze wróży na jutrzejszy wyścig. Koniec końców, wiktorią w FP3 część treningową zakończył Valtteri Bottas.

bottas
foto: F1 on Twitter
Całe kwalifikacje były popisem jednego brytyjskiego aktora, jednak po kolei. W Q1 bez większych wypadków. Chyba limit już został wyczerpany, a na pewno w takim stanie jest większość mechaników praktycznie każdego zespołu. Tym ludziom zdecydowanie należy się Nobel. I to we wszystkich dziedzinach. Hamilton miażdży, a odpadają Alonso, Grosjean, Ericsson, Vandoorne i Palmer, który jest już jedną nogą na wylocie z Renault. Czy ktoś zatrzyma Hamiltona? Początek Q2, a on już zaczyna popis. Massa nie oszczędza swojego auta. Po kolejnym kontakcie z barierkami aż się pojawiły iskry z wrażenia.

iskry Massy
foto: F1 on Twitter
Vettel nadal bez większego błysku. Czy za takimi słabymi wynikami coś się kryje, czy to tylko zasłona dymna? Tym razem żegnamy Kvyata, Sainza, Magnussena, Hulkenberga i Wehrleina. Q3 zazwyczaj przynosi sporą dawkę emocji. Nie inaczej było i teraz. Po ogromnej przewadze w Q1 i Q2, Hamilton nagle zaczął popełniać błędy i to jego zespołowy partner znalazł się na prowizorycznym pole position. Jednak emocje na chwile postanowił ostudzić Ricciardo, który zatrzymał się na środku toru, powodując tym samym 34569876 czerwoną flagę w ten weekend.

awaria Daniela.jpg
foto: F1 on Twitter
Po wznowieniu rywalizacji i upływie tych 3,33 min, które pozostały, wszystkich pogodził Hamilton, który o prawie pół sekundy wyprzedził Bottasa. Brytyjczykowi brakuje jedynie 2 pole position, żeby dogonić legendę Schumachera. Wydaje się to jednak absolutnie do spełnienia. Ustawienie na starcie (Top10): Hmailton, Bottas, Raikkonen, Vettel, Verstappen, Perez, Ocon, Stroll, Massa, Ricciardo.

Niedziela – Race Day:
Drogi fanie Formuły 1, jeśli nie oglądałeś owego GP z przyczyn od siebie zależnych, wiedz, że popełniłeś największy błąd w swoim życiu. Już na pierwszym okrążeniu było wiadomo, że nie będzie to coś pokroju Monaco i nie będzie można na nawet na chwilę oderwać wzroku od ekranu. Valtteri Bottas przebija oponę, a Carlos Sainz całuje ścianę, przy czym pozbywa się praktycznie połowy swojego bolidu i obaj spadają na sam koniec stawki.

Fruwające częsci.jpg
foto: F1 on Twitter
Wydawało się, iż Lewis Hamilton będzie osamotniony na podium. Jak bardzo można się było wtedy pomylić… Jeszcze wcześniej Jolyon Palmer został zmuszony do wycofania się z wyścigu. Owszem, popełnia on czasem głupie błędy, ale jednak chyba mało jest jego winy w tym, że co chwilę coś mu płonie albo pada silnik. Dlatego też nie rozumiem kierownictwa Renault, które chce pozbyć się kierowcy, a nie zabrać za naprawę auta. Los Palmera podzielili niedługo później Danill Kvyat, którego awaria spowodowała pierwszy wyjazd SC, i Max Verstappen, dla którego był to prawdziwy dramat po doskonałych wynikach w treningach. Inżynier wyścigowy młodego Holendra skomentował to jedynie smutnym: ‘Max, that is the end for us. Sorry.’

koniec wyścigu Maxa.jpg
foto: F1 on Twitter
Drugi wyjazd SC miał miejsce po zaciętej walce Raikkonena z Oconem, gdzie z bolidu Fina posypały się części, które były niebezpieczne dla innych kierowców. Marshale mieli sporo pracy, aby to wszystko uprzątnąć. I w tym momencie dochodzimy do gwiazdy wieczoru. A dokładniej mówiąc - do gwiazd. Udział biorą: Lewis Hamilton i Sebastian Vettel. Otóż sytuacja ma miejsce wciąż podczas neutralizacji przy S.C. nr. 2. Hamilton zwalnia, gdyż bolid znajdujący się za Safety Carem musi znajdować się w odległości 7 długości bolidu. Nie wiem, co myślał sobie Vettel, który dwukrotnie uderzył w tył samochodu Brytyjczyka. Vettel zaczął koncert żali i lamentów, że Hamilton mu utrudnia jazdę, że ma teraz uszkodzony samochód... Co chciał tym osiągnąć? Nie mam pojęcia. Koniec końców, to Niemiec dostał karę 10 s postoju w boksach. Według prawie wszystkich - bardzo słusznie. Prawie, bo sam zainteresowany nadal nie wiedział, dlaczego to jego wina. Niech za cały komentarz tej sytuacji służą opinie komentatorów, którzy uznali jego zachowanie za dziecinne i niegodne mistrza F1.

kolizja Hamiltona i Vettela
foto: F1 on Twitter
Szczerze mówiąc, to nie wiem już, jakich synonimów używać zamiast słowa ‘kolizja’. Następny taki przypadek miał miejsce tuż po restarcie. Doszło do nieprzyjemnego spotkania dwóch Różowych Panter. Skutek: czerwona flaga, Perez wycofuje się z wyścigu, a do tego jeszcze dołącza Raikkonen, z którego bolidu wydawało się, że już nie ma co zbierać. Po restarcie najbardziej głodny ścigania okazał się Daniel Ricciardo, który za jednym zamachem wyprzedził trzech kierowców i znalazł się na P3. Ale jaki dramat spotkał jego bliskiego kumpla! Felipe Massa miał nawet szansę, aby znaleźć się na podium, jednak Sauber poddał się z przyczyn technicznych, a biedny Felipe nie mógł zrobić już kompletnie nic.

koniec Felipe
foto: F1 on Twitter
Jednak prawdziwy dramat pokaże dopiero Mercedes w poradniku pt. Jak pozbawić lidera wyścigu zwycięstwa? Hamilton miał wygraną już praktycznie w kieszeni, gdy okazało się, że w jego bolidzie jest poluzowany zagłówek. Ktoś po prostu mu go dobrze nie przypiął, gdy wsiadał do bolidu przy restarcie. Żeby tego jeszcze było mało, inżynier wyścigowy kazał Lewisowi trzymać ten zagłówek raz ręką, raz głową. I może ma jeszcze zacząć śpiewać i tańczyć?

zagłowek
foto: Eleven on Twitter
W rezultacie, lider musiał zjechać do pit stopu na wymianę owego wadliwego elementu. W tym czasie, Vettel odbywał karę 10s Stop/Go i tym samym znalazł się przed Brytyjczykiem. Obaj próbowali jeszcze dogonić czołówkę, jednak na nic zdały się owe próby. Nasi bohaterowie ukończyli zmagania odpowiednio na 4. i 5. miejscu. Zwycięzcą tego szalonego GP okazał się ostatecznie Daniel Ricciardo. Walka o drugi stopień podium trwała dosłownie do ostatniej chwili, gdyż na prostej start/meta Lance’a Strolla wyprzedził Valtteri Bottas. Fin dokonał cudów po problemach na samym początku wyścigu, natomiast 18-letni kierowca Saubera stał się pierwszym od 2001 roku Kanadyjczykiem na podium w F1. Na pewno będzie to jeden z najbardziej zapamiętanych wyścigów nawet w całej karierze F1, bo działo się naprawdę sporo. Sądząc choćby po długości tego podsumowania. Aż strach pomyśleć, co się będzie działo w Austrii. Do przeczytania!
P.S. Mam wrażenie, że kierowcy się tylko modlą, żeby Daniel nie był na podium.

shoey lance.jpg
foto: F1 on Twitter
 Kingaa15

Komentarze