Running Ronnie O’Sullivan – recenzja

2017-06-29 11.29.53.jpg
Ronnie O’Sullivan to postać kontrowersyjna. Często mówi się, że można go albo kochać albo nienawidzić. Osa niewątpliwie ma grono swoich wiernych fanów, którzy nie przestawali go wspierać niezależnie od kolejnych genialnych pomysłów na które wpadał. W trakcie swojej 25-letniej profesjonalnej kariery równowagi szukał m.in. w buddyzmie, alkoholu, narkotykach czy chrześcijaństwie. Prawdziwym wybawieniem jednak okazało się tytułowe bieganie.


Przed przeczytaniem

Kiedy biorę książkę pierwszy raz do ręki zawsze zastanawiam się, jaka ona jest. Czy będzie to kolejna schematyczna opowieść z happy endem? Czy uda jej się mnie zachwycić? Czego się z niej nauczę i jak wpłynie ona na moje życie? Wiedząc już co nieco o Ronniem i śledząc jego karierę odkąd zrozumiałam na czym polega snooker, mogłam spodziewać się mocnego uderzenia. I rzeczywiście tak było.

W trakcie

Nigdy nie należałam do największych fanek Osy. Jednak wszystkie jego sukcesy, styl grania, rozgłos jaki wniósł do snookera powodują, że nie sposób nie mieć do niego ogromnego szacunku. Szczerość jaką obdarza czytelnika od pierwszej strony powoduje, że książkę czyta się z ochotą. Ronnie nie owija w bawełnę, tłumacząc swoje dziwne zachowania z przeszłości jak poddawanie meczów, czy wycofywanie się z turniejów w ostatniej chwili. Mówi o swoich wewnętrznych demonach towarzyszących chyba każdemu sportowcowi, który osiąga sukcesy. Mówi o wznoszeniu się na niebotyczny poziom w grze, która była całym jego życiem. Mówi o niszczeniu życia rodzinnego, problemach z narkotykami czy alkoholem. Wszystkie jego sukcesy i porażki łączy jeden element – bieganie. Nieważne na jakim etapie swojego życia znajdował się Osa, nigdy nie rezygnował z biegania. Pozwalało znaleźć równowagę między rodziną a sportem, odciągało negatywne myśli podczas walki w sądzie o dzieci, oczyszczało umysł przed najważniejszymi turniejami. Było i wciąż jest jak najlepsze antidotum na zło tego świata. Ronnie przybliża czytelnikom, co działo się w jego głowie w najważniejszych i przełomowych momentach jego kariery.

Po przeczytaniu

O’Sullivan pokazał się ze strony, z której nie znał go nikt. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć postać mistrza, dla niektórych najlepszego zawodnika w historii snookera. Łzy towarzyszące tak często Ronniemu udzielają się także czytelnikowi. Za moment przechodzą jednak w szczery uśmiech, kiedy Osa mówi o miłości jaka łączy go z dziećmi. Pięciokrotny mistrz świata daje świetną lekcję snookera, biegania, a przede wszystkim życia. Życia pełnego wyrzeczeń, bólu i wbrew pozorom ogromnej samotności.
Ronnie w pigułce: „Niezależnie od tego, jak często przeklinam snookera, jest grą, którą kocham nad życie.”

Emshya

Komentarze