 |
| foto: Romain Grosjean on Instagram |
Wszyscy fani Formuły 1 chyba kojarzą nazwisko Gillesa Villeneuve’a. I właśnie na torze tego kanadyjskiego mistrza, będą rozgrywały się kolejne odcinki sagi królowej motosportu. Jakże przyjemnie jest usiąść wieczorem i dla relaksu (choć to pojęcie względne) prześledzić sobie zmagania kierowców. Choć czy potrzebna będzie do tego kawa czy - wręcz przeciwnie - specjalne miejsce na kardiologii? Zapraszam do lektury!
Przyznam się bez bicia, że Kanada, to jedno z moich ulubionych GP. Dlaczego? Chyba nie mam ku temu jakichś poważnych powodów, ale może to te zwycięstwa Hamiltona (no i znacie mojego ulubieńca, ale spokojnie, jestem obiektywna) albo wyścig z 2011 roku. Dla tych, co nie oglądali, to po prostu w skrócie można powiedzieć, że cały czas lał deszcz, GP trwało ok. 4h, a Jenson Button wygrał, startując z ostatniego pola. To chyba na zawsze pozostanie w pamięci kierowców, kibiców
i realizatorów transmisji, którym cała ramówka się kompletnie rozsypała.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Bukmacherzy mogą już powoli zaczynać przyjmować zakłady kto i ile razy uderzy w słynną ‘The Wall of Champions’, na której swoje wyścigi kończyli tacy mistrzowie, jak Hill, Schumacher, czy choćby Vettel. A gdyby ktoś nie dotrwał do końca, to Red Bull zawsze może przypłynąć z pomocą na swoim pontonie.
Piątek:
Green lights, no to zaczynamy. Nad torem zebrały się dość ciemne chmury, jednak nie wydaje się, żeby zmieniło to jakoś plany teamów. Już niedługo po rozpoczęciu pierwszego treningu, padł silnik w bolidzie Carlosa Sainza, który został zmuszony do zatrzymania swojego bolidu w zakręcie 10. Kanadyjscy marshale już mieli pełne ręce roboty, aby zabrać Toro Rosso w bezpieczne miejsce.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Raikkonen postanowił zaznaczyć swoją obecność na torze i to w dosłownym tego słowa znaczeniu – drifting w zakręcie numer 7 i ogromne ślady opon po hamowaniu. Cóż, jego ogumienie nie będzie mu za to zbyt wdzięczne. W połowie FP1, na czele stawki znajdował się, powracający z martwych, Hamilton. Ale oto jacy goście pojawili nam się na torze.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Nie musisz być człowiekiem, żeby interesować się F1. 😃 Ale oto witamy również Fernando Alonso, który powrócił z amerykańskich przygód IndyCar. Hiszpan wyjechał na tor, wykręcił czas na miarę P13 i… musiał zakończyć zmagania, gdyż ku ogromnemu zdziwieniu wszystkich (wiem, jestem okropna), zaraz jego McLaren padł trupem. Hamilton na czele, a zanim przekładaniec utworzony z Vettela, Bottasa i Raikkonena.
Po kilku godzinach przerwy, chłopcy wracają do swoich bolidów. Sainz wyjechał jako pierwszy. Chyba chce sobie powetować straty z pierwszego treningu, gdzie miał zaliczone tylko jedno kółko. Jednak jemu jest wciąż daleko do tej ‘świętej czwórcy’, która tylko wymieniała się najlepszymi czasami. Raz na czele był Raikkonen, potem Hamilton, Vettel.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Tak to już raczej będzie wyglądało w tym sezonie
, a Horner siedzi i pompuje ponton i konia z rzędem temu, który teraz dobrze obstawi mistrza sezonu 2017. Marcus Ericsson może jeszcze nie jest mistrzem, ale o Ścianę Mistrzów się otarł. Tak samo, jak Grosjean, Vandoorne i Vettel, którzy kierowcami rajdowymi nie są, ale jednak sztuka dryftu nie jest im obca. Jednak prawdziwy dramat nastąpił w Red Bullu. Na 17 minut przed zakończeniem FP2, Max Verstappen zatrzymał się na torze, czym wymusił na Charliem Whitingu wywieszenie czerwonej flagi. Ponton potrzebny od zaraz! (obiecuję, to już ostatni żart)
 |
| foto: F1 on Twitter |
Wyniki drugiej sesji treningowej różnią się na tyle od tej pierwszej, iż Raikkonen na czele, potem Hamilton, Vettel, Bottas. I uwaga, to nie jest kolejny mój bardzo śmieszny żart: ALO – P7.
Sobota:
W przeciwieństwie do piątku, w sobotę, niebo nad Montrealem jest nieskalane żadną absolutnie chmurką. Słoneczko świeci, trawa jest zielona, bolidy gotowe do wyjazdu na ostatni trening. Pierwszymi gośćmi na torze stali się Panowie ze Scuderii Ferrari. Jak większość kibiców się domyśla, to oni zaczęli nadawać tempo całej sesji. Vettel był najszybszy we wszystkich sektorach, a na półmetku drugi Hamilton tracił do niego aż 0,5s.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Jednak niedługo po tym, do lidera zbliżył się jego zespołowy partner, będą za jego plecami o jedynie 0,002s. Już chyba każdy śmieje się z McLarena i jego formy, bo przy każdej sesji treningowej jest wpis na Twitterze F1 o pozycji Fernando Alonso. Tak jest i teraz: 10 minut do końca, a Hiszpan jest na 9. pozycji. Ale cóż można zrobić, pozostaje się jedynie śmiać. Dwa Ferrari na czele na koniec FP3. Podium uzupełnia Hamilton.
Od lat panuje nieodparte wrażenie, iż kto sobie poradzi najlepiej w 3. treningu, wygrywa quali. Czy w tym przypadku to się potwierdzi? Wszystko zaczęło się od doskonałej jakże formy McLarena – Alonso wskoczył na P3. Ale ile w tym zasługi kierowcy, a ile samochodu? Taki mistrz, jak Fernando w aucie Freda Flinstone’a, pokazywałby swoją klasę. Jego kolega z garażu postanowił jednak sprawdzić czujniki parkowania i sądząc po efektach, wszystkie wybuchły.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Wszystkim kierowcom, znajdującym się w strefie zagrożenia, plany pokrzyżował Pascal Wehrlein. który rozbił swój bolid na chwilę przed końcem Q1. Tym samym młody Niemiec ograbił z marzeń Vandoorne’a, Strolla. Magnussena i Ericssona. Pomiary sektorów w Q2 już uległy delikatnej zmianie. Vettel pozostał liderem jedynie w ostatnim, dwa pierwsze podzielili między sobą Bottas i Hamilton. Rolę kata tym razem przejął Danill Kvyat, który ledwo dotoczył się do alei serwisowej z przebitą oponą. Jolyon Palmer może i awansował do Q2, ale zakończył je na ostatnim, 15. miejscu. Przed nim, Grosjean, Sainz, Alonso i mimo problemu z ogumieniem, Kvyat. Q3 było już popisem jednego kierowcy, który na razie był tak tylko przyczajony. Lewis Hamilton zaczął zmagania od rekordu toru Kanadzie. Kroku starał się mu dotrzymać Vettel, który na następnym kółku uzyskał czas jedynie 0,004s gorszy. W F1, to jest absolutnie nic. Głośnym okrzykiem zachwytu, publiczność zaostrzyła sobie apetyt na walkę w samej końcówce. Jednak Brytyjczyk jeszcze polepszył swój wynik, wygrywając tym samym swoje 65. pole position, zrównując się tym samym ze swoim wielkim mistrzem, Ayrtonem Senną. Rodzina wielkiego Brazylijczyka podarowała zwycięscy kask jego idola, przy czym Hamilton nie mógł powstrzymać się od łez.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Za ‘Królem Montrealu’ ustawią się Vettel, Bottas, Raikkonen, Verstappen, Ricciardo, Massa, Perez, Ocon i Hulkenberg.
Niedziela – Race Day:
Tegoroczne GP Kanady jest jubileuszowym 50. wyścigiem. Z tej okazji postanowiono wykonać pamiątkowe zdjęcie. Po minach kierowców można sądzić, że z tego wydarzenia cieszą się jedynie nieliczni. Choć w sumie, z czego nie cieszy się Daniel Ricciardo?
 |
| foto: F1 on Twitter |
Na godzinę przed wyścigiem odbyła się tradycyjna parada kierowców. Jednak w tym przypadku z udziałem specjalnych gości. Takiego miejsca na oglądanie wyścigu mogą im pozazdrościć nawet ci z VIP.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Mewy, mewami, ale my tu nie o zoologii. Czas na ściganie na najwyższym poziomie! Już na pierwszym kółku na torze pojawił się Safety Car. Po problemach z wyruszeniem na kółko instalacyjne Kvyata, przy kolizji z Massą z wyścigiem pożegnał się Carlos Sainz. Przypadkiem został w to wszystko zamieszany także Grosjean, który musiał zmienić przednie skrzydło. Na czele utrzymał się Hamilton, jednak za jego plecami prawdziwą petardę odpalił Verstappen, który awansował na drugą pozycję. Jakiż dramat spotkał go kilka okrążeń później, gdy został zmuszony zatrzymać swój bolid na poboczu. To nie koniec dramatów, gdyż uszkodzeniu uległ też przedni spojler Vettela. Po odwiedzinach u swoich mechaników, lider klasyfikacji generalnej został zmuszony do przebijania się z praktycznie samego końca stawki. Walka trwała w najlepsze także w środku stawki. Magnussen, Hulkenberg, Stroll i Vandoorne praktycznie tylko wymieniali się pozycjami.
 |
foto: F1 on Twitter
|
Pod koniec zmagań zaczęła się rozgrywać prawdziwa walka o najmniejszy stopień podium, na którym w tym czasie znajdował się Ricciardo. Otóż oba różowe bolidy Force India (komentatorzy ze Sky F1 nazywają je ‘Pink Panters’ 😉) były w strefie DRS. Odpowiednio, Perez do Ricciardo i Ocon do Pereza. Meksykanin jednak nie był w stanie wyprzedzić Australijczyka i spodziewano się team orders, gdyż Ocon był szybszy. Wiadomo, jak bardzo kontrowersyjne jest to rozwiązanie i może tylko dlatego nie zostało ono wprowadzone. Co więcej, do walki wtrącił się jeszcze Vettel i zaczął wywierać presję na Oconie, który w ostateczności popełnił błąd, a Niemiec awansował na miejsce tuż za podium.
 |
| foto: F1 on Twitter |
Prowadząc od startu do mety, Lewis Hamilton wygrał 6. w karierze GP Kanady, a w całej karierze jest to 56. wiktoria, co umieszcza go na drugim miejscu w klasyfikacji wszechczasów zwycięstw. Przed nim jest jedynie Michael Schumacher. Na uznanie zasługuje również Lance Stroll, który zdobył swoje pierwsze punkty w F1. I to jeszcze przed własną publicznością. Czy to początek owocnej kariery młodego Kanadyjczyka w Formule 1? Czy już w następnym wyścigu Hamilton odrobi pozostałe 12 punktów? Czy Vettel zwiększy przewagę? A może ktoś kompletnie inny włączy się do walki? Jedno jest pewne, Ricciardo na podium = shoey.
 |
| foto: Red Bull on Twitter |
Do zobaczenia w Baku!
Kingaa15
Komentarze
Prześlij komentarz