„Just live in the moment, man!”, czyli Tour de France pełne niespodzianek

D5C_2321
Fot. slipstreamsports.com

Muszę szczerze przyznać, że nie lubię Tour de France. Dla mnie jest to niestety już odrobinę przerost formy nad treścią, maszynka do zarabiania pieniędzy (choć nie tak bardzo jak Tour de Pologne amatorów ;)). Niepowtarzalna atmosfera? Może i tak, szczególnie kibice wbiegający na drogę w tak dużej ilości, że kolarze nie mają jak przejechać i pociąg Team Sky nie dający szans konkurencji... O wiele bardziej wolę atmosferę Giro lub Vuelty. Dlaczego więc spędziłam trzy tygodnie śledząc to, co dzieje się na trasie? Bo w tym roku Tour potrafił zaskoczyć. Czym? Dowiecie się w dalszej części tekstu.
1. Taylor Phinney
Kiedy usłyszałam, że mój ulubieniec jedzie w Tour de France, najpierw byłam obrażona - nastawiłam się na kibicowanie mu osobiście podczas Tour de Pologne. Następnie zaczęłam wątpić, no bo nie oszukujmy się - w szczytowej formie przed rozpoczęciem Touru to on nie był, w dodatku uparcie prześladował go pech. Byłam w pełni przekonana, że nie da sobie rady, przejedzie ze 2-3 etapy lub znowu zaliczy kraksę, po czym wróci do grzania tyłka w Hiszpanii czy Stanach. A tu... Niespodzianka!
Koszulka najlepszego górala na drugim etapie. Szok, niedowierzanie, zarówno samego Taylora, jak i mnie, siedzącej przed ekranem laptopa, oglądającej etap na nie do końca legalnym streamie, bo telewizory są za drogie dla studentów... Pragnę serdecznie pozdrowić z tego miejsca moich sąsiadów - za każdym razem, kiedy sobie przypomniałam o tym, że mój ulubieniec pojedzie następnego dnia w koszulce w grochy (w której mu całkiem do twarzy), wydawałam z siebie bliżej nieokreślone okrzyki radości. Phinney'owi należy pogratulować też tego, że w Tourze wytrzymał do samego końca! Pochwały za świetną jazdę należą się całemu Cannondale - Drapac, oby tak dalej!

hjsbf.jpg
piękno, wdzięk i niedowierzanie na twarzy | twitter.com/taylorphinney



2. Kara dla Sagana
Nagrań z kraksy Cavendisha na finiszu krąży całe mnóstwo - w normalnym tempie, zwolnionym, w różnych ujęciach... Oglądałam kilka wersji i według mnie na żadnej z nich nie widać do końca, co tak właściwie się stało, choć nie sądzę, żeby Sagan był jedyną przyczyną, dla której Mark wylądował na asfalcie. Początkowo organizatorzy mieli ukarać Słowaka dodatkowym czasem i odebraniem zdobytych na etapie punktów, co zabolałoby dość mocno, jednak ostatecznie zdecydowali się na całkowite wyrzucenie go z wyścigu. Decyzja zdecydowanie przesadzona i chybiona - takie samo zdanie mają obaj uczestniczący w wypadku kolarze. Być może organizatorzy chcieli pokazać, że nie ma równych i równiejszych albo po prostu nie przepadają za Saganem, ale tym posunięciem w zasadzie strzelili sobie w stopę - wyrzucili z peletonu jednego z najbardziej charakterystycznych i charyzmatycznych kolarzy, który jest w dodatku mistrzem świata. Nie uważam oczywiście, że mistrzowi powinny być odpuszczane wszystkie przewinienia - po prostu kara powinna być adekwatna do tego, co zrobił.

TELEMMGLPICT000133803065_4-xlarge_trans_NvBQzQNjv4Bqm4aGqprpnKS1w8g75q5gA1twrO_0kY-0zfqWmlkiQtI.jpeg
telegraph.co.uk

3. Piękna jazda Marcela Kittela
O tym, że Kittel jest naprawdę mocny i potrafi świetnie jeździć, wiadomo od dawna - już niejeden raz pokazywał swoje możliwości. Do tegorocznego Touru najwyraźniej ciężko trenował, co przyniosło niesamowite efekty - aż pięć wygranych etapowych. Wycofanie Sagana z wyścigu dało Kittelowi niepowtarzalną (nie oszukujmy się, wątpię żeby organizatorzy pozbyli się Petera z wyścigu raz jeszcze albo żeby on sam mógł pozwolić sobie na obrażenie się na tak ważny wyścig) szansę wygrania klasyfikacji punktowej całego Tour de France - do dowiezienia zielonej koszulki na metę niewiele brakowało. Niestety los bywa przewrotny i Niemca dopadł pech - na początku siedemnastego etapu leżał w kraksie. Wrócił na rower, jednak później obrażenia okazały się zbyt dokuczliwe i Kittel wycofał się z wyścigu. Szkoda, naprawdę szkoda, bo na powtórkę tak korzystnej sytuacji raczej nie ma co liczyć. Tak czy inaczej - chapeau bas!


kittel
abc.net.au

4. Niesamowity Michał Kwiatkowski
Mistrz Świata z Ponferrady wyraźnie czuł się świetnie podczas tegorocznego Touru i był niezastąpionym pomocnikiem dla Froome'a. Niesamowita, naprawdę niesamowita jazda, która zaskoczyła niejednego. Nie przepadam za stylem jazdy Sky, a tegoroczne zwycięstwo Froome'a podsumowuję jedynie śmiechem, bo co to za zwycięzca, który nawet nie atakuje, a polega głównie na kolegach z zespołu... Wracając do Kwiatkowskiego - pracuje za trzech i mam nadzieję, że któregoś dnia to on będzie liderem na Wielki Tour, choć sam mówi, że na razie wolałby powalczyć np. w Dauphine czy Paryż - Nicea. Widać też, że treningi przynoszą efekty i Michał staje się coraz bardziej wszechstronny - widać go zarówno w górach, jak i na płaskich etapach. Na podziw zasługuje też jego występ w jeździe indywidualnej na czas, czyli etapie numer 20. Kwiato wykręcił drugi czas, jedynie o sekundę gorszy od zwycięzcy. A jak już jesteśmy przy indywidualnej czasówce, to pora na kolejne zaskoczenie, którym jest...
5. Maciej Bodnar

bodi
bikeraceinfo.com

Cóż to była za jazda! A jaka niespodzianka! Kibice doskonale wiedzą, że Maciej potrafi jeździć dobrze, jednak myślę, że nie tylko dla mnie to, co zaprezentował w tegorocznym Tour de France było ogromnym zaskoczeniem. O ile moje źródła się nie mylą, to Bodnar jest pierwszym Polakiem, który wygrał jazdę indywidualną na czas podczas Touru - dotychczas najlepsze wyniki osiągnęli Lech Piasecki w 1987 r., Edward Klabiński w 1948 r. (obaj 2. miejsca) oraz Zenon Jaskuła (trzeci w czasówce z 1993 r.). Mam nadzieję, że tak wspaniałą jazdę będziemy mieli okazję podziwiać jeszcze niejeden raz nie tylko w wykonaniu Macieja - poza kolarzami w elicie mamy w kraju mnóstwo uzdolnionej kolarsko młodzieży, która pod okiem dobrych trenerów może nie tylko powtórzyć sukcesy starszych kolegów, ale też znacznie podnieść poprzeczkę - i właśnie tego chciałabym życzyć polskiemu kolarstwu.

Kamila

Komentarze