Wielkie jubileusze, chwile wzruszeń i walka do ostatniej kropli benzyny, czyli podsumowanie GP Belgii.

źródło: F1 on Twitter

Wakacje u kierowców F1 kończą się trochę inaczej niż u naszej młodzieży. Tym lepiej dla fanów tego sportu oraz samych kierowców. Koniec chodzenia po Kilimandżaro czy wygrzewania się na złotych piaskach – nadszedł czas powrotu na tor. Jak co roku, druga część sezonu rozpoczyna się od słynnego wyścigu w Belgii na legendarnym torze Spa, gdzie miał miejsce debiut samego Michaela Schumachera. Jest to jedno z ulubionych miejsc zawodników w całym kalendarzu. Ale komu przyniesie ono szczęście? Zapraszam na podsumowanie GP Belgii.




Zaczynamy jednak od wieści „okołotorowych”. Kimi Raikkonen postanowił przedłużyć umowę z Ferrari do 2018 roku, stąd pewność, że pełne ekspresji komunikaty fińskiego kierowcy będziemy słyszeli jeszcze na pewno przez cały następny sezon. Kimi jak zwykle jest pełen zachwytu.

źródło: Scuderia Ferrari on Twitter

Taka sama okoliczność nastała w McLarenie, gdzie to Stoffel Vandoorne postanowił kontynuować swoją karierę w ekipie z Woking przez kolejny rok. Jak sam mówił na konferencji, cieszy się, że to już za nim i może skupić się jedynie na ściganiu. Swoją drogą, zwróćcie uwagę na dobór towarzystwa na drugiej części konferencji. Mina Felipe mówi chyba wszystko. 

źródło: F1 on Twitter

Piątek (FP1&FP2):

I oto nastał ten piękny czas! Zaczynamy FP1. Estaban Ocon jako pierwszy wykręcił czas: 1.48.962s. Felipe Massa na pewno go nie poprawi, gdyż niedługo potem jego bolid zaliczył spotkanie pierwszego stopnia z belgijskimi bandami. Winę za wypadek ponosi sam kierowca, który zbyt mocno spoufalił się z krawężnikiem. Massa na wszelki wypadek został przewieziony do centrum medycznego, jednak ostatecznie nic mu się nie stało. Czerwona flaga, co oznacza, że sesja zostaje wstrzymana. Jednak kierowcy nie mieli zbyt dużo czasu na przemyślenia, gdyż niedługo potem trening wznowiono. Kevin Magnussen walczy z za luźnym zagłówkiem, a Daniel Ricciardo postanawia odpalić torpedy, zbijając czas okrążenia do 1.46.656. Długo się tym nie nacieszył, bo Hamilton zaczął swój koncert. Wraz z Bottasem mieli też największą prędkość maksymalną. Choć, jak widać na załączonym obrazku, nie zawsze się to opłaca.

źródło: F1 on Twitter

Po krótkim odpoczynku i zrobieniu sobie kilku Snapów z kibicami, zaczynamy walkę w drugim treningu. Romain Grosjean rozpoczął swą przygodę od problemów z DRSem. To skrzydło nadające prędkości najzwyczajniej w świecie się nie domykało. Niestety w żaden sposób nie przełożyło się to na wyniki. A w Williamsie świstaki siedzą i zawijają w sreberka, naprawiając bolid Massy. Ostatecznie nie udało się jednak doprowadzić samochodu Massy do użytku. Co więcej, taki bolid muszą jeszcze sprawdzić sędziowie, więc nie było czasu. Ale za to niespodziankę postanowiła nam sprawić matka natura. Co to byłby za weekend na Spa bez deszczu? Na pewno ulewa nie przeszkodziła Ricciardo w wyjeździe na tor na interach. Tym razem na czele znalazł się Hamilton, za nim fińska inkwizycja, czyli Raikkonen i Bottas. Jednak każdy radzi sobie z deszczem jak może…

 źródło: F1 on Twitter

Sobota (FP3 & Quali):  

W sobotni poranek już ani śladu po deszczu. Słoneczko świeci, trawa jest pomarańczowa. A to za sprawą fanów Maxa Verstappena, których zebrało się ponad 80 tys. Może odnieść wrażenie, że jesteśmy w centrum Holandii. Tak samo jak Spa bez deszczu, jakikolwiek wyścig F1 nie może się obyć bez jakiejś dramy ze strony Danilla Kvyata. Marszale musieli użyć gaśnic, żeby poradzić sobie z autem Rosjanina. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała dalsza kariera Danilla w F1 - Toro Rosso w końcu straci do niego cierpliwość, a do innego zespołu nie można go zdegradować. Nawet nie trzeba tęsknić za Maldonado. Na zakończenie FP3, na dwóch pierwszych pozycjach Ferrari. Jednak niedługo po tym, na świat F1 spadła kolejna bomba. Sebastian Vettel przedłuża kontrakt ze Scuderią o 3 lata. W królowej motosportu taka długość nie jest zbyt popularna. Zazwyczaj są to roczne kontrakty, max. dwuletnie. Ale za to Ferrari ma już komplet kierowców na sezon 2018.

W Q1 wielkich rewelacji nie było - oprócz jednej. Nie wiadomo, czy to odpoczynek, czy górskie powietrze sprawiły, że Jolyon Palmer nabrał takiego wigoru i zaczął wykręcać takie rekordowe jak na siebie czasy. W pewnym momencie był nawet 8, jednak ostatecznie zakończył pierwszą część czasówki na P11. 

źródło: Renault Sport F1 on Twitter

W tym momencie wszyscy stali się Jolyonem. Z przodu Hamilton, ale ledwo o 0,091s przed Vettelem. Odpadają: Massa, Kvyat, Stroll, Ericsson i Wehrlein. Od Q2 zaczął się już prawdziwy festiwal Lewisa Hamiltona. Zaczęło się od rekordowych czasów, pomimo delikatnych błędów, takich jak za szeroki wyjazd z zakrętu. Ale prawdziwy dramat spotkał Palmera, który będąc na P7 musiał zakończyć kwalifikacje z powodu awarii bolidu. A wszystko wina jednego, małego sprzęgła… Mimo to, Brytyjczyk zdołał się zakwalifikować do Q3. Wyeliminowani: Alonso (‘No power! No power!’), Grosjean, Magnussen, Sainz oraz Vandoorne. Może ostateczna różnica między Lewisem a Vettelem nie była ogromna, ale jednak sposób jazdy i to, co wyczyniał Brytyjczyk było naprawdę godne podziwu. Co więcej, wyrównał on liczbę pole position zdobytych przez Michaela Schumachera (68). Ross Brawn przekazał mu oficjalne gratulacje i słowa podziwu od rodziny niemieckiego mistrza. Wzruszony Hamilton nie mógł ukryć łez. (wzruszenie) Ustawienie na starcie: Hamilton, Vettel, Bottas, Raikkonen, Verstappen, Ricciardo, Hulkenberg, Perez, Ocon, Palmer.

Niedziela (Race Day):

Pierwsze GP drugiej części sezonu stało się faktem. Kierowcy zmotywowani: Verstappen ma nadzieję płynąć na pomarańczowej fali dopingu swoich tłumnie zebranych na Spa kibiców, a Hamilton musi wygrać, żeby zmniejszyć stratę w klasyfikacji do Vettela. Zacznijmy jednak od uporządkowania wszelakich kar, bo trochę ich się posypało:
1. Jolyon Palmer – kara 5. pozycji – wymiana skrzyni biegów 
2. Felipe Massa – kara 5. pozycji – ignorowanie żółtych flag na treningu 
3. Marcus Ericsson – kara 5. pozycji – wymiana skrzyni biegów
4. Pascal Wehrlein – kara 5. pozycji – wymiana skrzyni biegów 
5. Danill Kvyat – kara 20. pozycji – wymiana jednostki napędowej i niektórych podzespołów
6. Stoffel Vandoorne – kara 65. Pozycji – wymiana wszystkiego, co się tylko dało; start zza holenderskiej granicy.
Gdy wszystkie kary zostały rozdane, światła zgasły i zaczął się jeden z najlepszych wyścigów, jakie dane mi było oglądać. Hamilton utrzymał się na prowadzeniu, jednak o jego tylni spojler bardzo mocno ocierał się Vettel. Niemiec podjął próbę wyprzedzania, bezskutecznie. Niestety bardzo szybko z wyścigiem musiał pożegnać się Wehrlein. Ale prawdziwy dramat rozegrał się na 9. okrążeniu, gdyż awarii uległ bolid Maxa Verstappena. Pech młodego Holendra, urodzonego w Belgii, zdaje się nie mieć końca. To już 6. raz, gdy Max nie przekroczy linii mety (na 12 GP). Horner i spółka mają się nad czym zastanawiać.

 źródło: F1 on Twitter

O ile Sebastian Vettel robił wszystko, żeby złapać Hamiltona, tak Kimi zdawał się zamyślić, czego konsekwencją było 10 s kary Stop/Go za ignorowanie żółtych flag. Oczywiście najbardziej oberwało się inżynierowi wyścigowemu, którego Kimi skrzyczał. Naprawdę, to chyba najbardziej stresujący zawód świata. Szacunek dla tego człowieka. W życiu są pewne trzy rzeczy. Śmierć, podatki oraz ‘engine problem’ w samochodzie Fernando Alonso. Tak też Hiszpan zakończył swoje zmagania na 27. kółku. Niedługo potem dobiegły końca chyba wszelakie pozytywne odczucia, które Esteban Ocon żywił do swojego zespołowego partnera. Jak sam Francuz napisał potem na swoim Instagramie, Perez próbował go zabić.

źródło: F1 on Twitter

Nikt nie wie, co chciał tym manewrem uzyskać Meksykanin, ale dział PR Force India będzie miał teraz więcej pracy niż Red Bull przy bolidzie Verstappena. Fruwające części i Perez gubiący oponę spowodowały wyjazd SC. Też nie wiadomo, jaki był cel tak powolnej jazdy Samochodu Bezpieczeństwa i dlaczego tak długo pozostawał na torze. Chyba dla wzmocnienia dramaturgii wyścigu... Vettel znowu próbował zaatakować Hamiltona, w pewnej chwili dzieliła ich 0.1 s. Jednak wszystko zostało po staremu. Czego niestety nie może powiedzieć Valtteri Bottas, którego błąd kosztował spadek z 3. na 5. miejsce. Cichaczem na podium wskoczył Daniel Ricciardo, który praktycznie cały tydzień był gorszy od swojego teammate. Taki stan rzeczy utrzymał się już do końca zmagań. Tym samym, Lewis Hamilton odniósł swoje 58. zwycięstwo w 200. starcie w Formule 1. Zdecydowanie wielkie brawa za te genialne i zapierające dech w piersiach okrążenia w kwalifikacjach oraz mądry wyścig. A tak się prezentuje cała stawka na koniec:

źródło: F1 on Twitter

Spa nie nosi miana legendarnego toru jedynie z powodu jego przepięknej konfiguracji. Spa się kocha za takie wyścigi jak ten - pełne emocji, dramaturgii oraz kompletnie niespodziewanych zdarzeń. Czy takie same odczucia będą nam towarzyszyły po Monzy? Odpowiedź już za tydzień. Do zobaczenia w słonecznej Italii!     

Kinga K.









Komentarze